Rozdział 16
Nila
Percy oprowadził mnie po obozie. Strasznie mi się podobał. Atmosfera była zupełnie inna niż w Obozie Jupiter. Nie było aż takiej dyscypliny. I to co mnie najbardziej zaskoczyło to to że Grecy inaczej odnoszą się do dzieci Posejdona. Wszyscy uśmiechali się do mnie, witali mnie, bez żadnych złośliwych komentarzy. Uświadomiłam sobie, że nic nie jadłam, więc udałam się z bratem na późną dość kolacje. Oczywiście złożyłam wcześniej ofiarę z pożywienia. Była dla mojego ojca, w której przepraszałam za swoje zachowanie. Wszyscy zjedli wcześniej i tylko ja i Percy byliśmy przy stole. Zauważyłam że nie widzę już zachodzącego słońca tylko gwiazdy na niebie. Byłam już trochę zmęczona i mój brat też, więc udaliśmy się do domku numer trzy. Nie wyróżniał się niczym specjalnym, był koloru szarego, gdzieniegdzie można było zauważyć muszelki. W środku stały łóżka dla dzieci Posejdona. Wszystkie poza jednym wyglądały jakby nigdy nie były używane, tak też oczywiście było. Przy jednym z łóżek stał mały stolik, na którym były ramki ze zdjęciami, jakieś kartki i inne duperele. To zapewne należało do mojego brata.
-Rozgość się, masz do wyboru kilka łóżek. Do tej pory mieszkałem sam, więc cieszę się z towarzystwa, nawet jeżeli jest to młodsza siostra - powiedział syn Posejdona. Poczułam się w pewnym sensie urażona i spojrzałam na niego z wyrzutem. Ten poczochrał mnie po głowie jak psa, jakbym nie miała już problemów z ułożeniem włosów.
-Żartowałem - powiedział z uśmiechem i wszedł do domku. Wybrałam łóżko, z którego miałam widok na zatokę. Rozpakowałam się, ubrania schowałam do szafy, a zdjęcia przykleiłam na ścianie nad łóżkiem. Spojrzałam na twarz Remusa. Bardzo za nim tęskniłam, ale to dla jego dobra. Miałam nadzieję, że Nico mu nic nie zrobił. Percy powiedział, że idzie do Annabeth i zaraz przyjdzie. Nie zauważyłam nawet kiedy ktoś wszedł do mojego domku. Wciąż patrzyłam na zdjęcie.
-No Nila, niezły jest - powiedziała Chloe, szczerząc się do mnie - a ja myślałam że nikogo tam nie znalazłaś.
-Weź przestań - powiedziałam smutno i usiadłam na łóżku. Chloe poszła w moje ślady. Wciąż się do mnie uśmiechała, a ja unikałam jej wzroku.
-No opowiadaj mi o tym swoim nowym chłopaku - zaczęła moja przyjaciółka.
-To nie mój chłopak, tylko ... przyjaciel - powiedziałam, ale mało wiarygodnie. Córka Afrodyty przekręciła oczami.
- A to tak się to teraz nazywa.
-Oj przestań, bo nic ci nie powiem.
-Oj dobra, zamieniam się w słuch - powiedziała. Zaczęłam jej opowiadać o tym jak spotkałam Remusa, o balu i całej reszcie. Kiedy powiedziałam o pocałunku, wytrzeszczyła na mnie oczy.
-No co ? - powiedziałam z lekkim oburzeniem. Chloe nagle wybuchła śmiechem. Żeby ją uspokić walnęłam ją poduszką w głowę. Prawie nic to nie dało, tylko tyle że podniosła na mnie wzrok.
-Ty mówisz serio ? - zapytała trzymając się za brzuch.
-A idź ty, niepotrzebnie ci to wszystko opowiadałam - wstałam i podeszłam do okna. Moja przyjaciółka staneła obok mnie.
-Oj dobra, przepraszam - powiedziała wciąż się szczerząc.
-Okej, nic się nie stało - powiedziałam z kamienną twarzą. Coś przeczuwałam, ale nie było to nic dobrego, ani przyjemnego. Chloe spojrzała na mnie niepewnie.
-Co jest?
-Nic, ale coś się wydarzy. Nie wiem co, ani kiedy, ale wiem że nie będzie to przyjemne.
-I właśnie takim optymistycznym akcentem, kończymy dzień. Super Nila. Dobra ja lecę do siebie, dobranoc- i wyszła mijając w drzwiach Percy'ego. Usiadłam z powrotem na łóżku.
-No to może teraz ty opowiesz coś o sobie - wymusiłam uśmiech. Mój brat również usiadł na moim łóżku i zaczął opowiadać. Musiałam przyznać, że był najdzielniejszym herosem jakiego znałam. Powiedział również jak wygląda życie w obozie. Zaczynałam być senna, cała adrenalina ze mnie zeszła i co raz ziewałam. Percy zrozumiał że jestem już zmęczona.
-To na dzisiaj tyle. Jutro jeszcze pogadamy, bo raczej nigdzie już się nie wybierasz. Jakbyś miała jakieś problemy to wal śmiało - powiedział z uśmiechem na twarzy i poczochrał znowu mnie po głowie. Poszłam do łazienki, umyłam się i walnęłam się na łóżko. Było o wiele wygodniejsze niż w Rzymie. Spojrzałam ostatni raz na zdjęcia i zamknęłam oczy. To co mi się śniło, przeraziło mnie i to jak. We śnie, a może raczej w koszmarze. Stałam na skraju obozu, przy sośnie. Przed mną szedł ogromny tłum. Byli w nim przeróżne potwory, herosi, a na czele stała Malka. Uśmiechała się, pewna siebie.
- Widzisz do czego doprowadziłaś? - zwróciła się do mnie - przyłączycie się po dobroci, czy będę musiała użyć siły?
-Nigdy się nie przyłączymy - powiedziałam stanowczo. Uśmiech dziewczyny zmienił się w grymas.
-W takim razie wszyscy zginiecie - wycedziła przez zęby i natarła na mnie z mieczem. Nie zdążyłam odskoczyć i wbiła mi go prosto w brzuch. Podniosłam wzrok na nią. Na jej twarzy malowało się sztuczne współczucie.
-To nie musiało się tak się skończyć. Radzę ci mieć się na baczności, zaraz się spotkamy - powiedziała, a ja obudziłam się. Byłam cała spocona, serce biło mi o wiele za szybko. Wyjrzałam przez okno. Właśnie wschodziło słońce. Musiałam szybko obudzić Percy'ego. Podeszłam do jego łóżka i potrząsnęłam nim. Otworzył oczy i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
-Co ? - powiedział zaspany, ziewając.
-Musimy szybko zwołać naradę, muszę wam coś powiedzieć.
-A co jest takiego ważnego, że budzisz mnie o świcie?
-Ktoś zaatakuje obóz, i to nawet dziś - powiedziałam i poszłam się przebrać. Mój brat zrobił to samo i poszedł po resztę. Po jakiś 20 min siedzieliśmy przy stole w Wielkim Domu. Wszyscy byli zwarci i gotowi. Patrzyli na mnie, aż coś powiem.
-Kiedy byłam we Włoszech, spotkałam córkę Eris, Malkę. Poznałam ją jeszcze w Stanach, wtedy wydawała mi się kimś innym niż była w rzeczywistości. Próbowała mnie namówić do przyłączenia się do jej grupy w celu obalenia rządzących nami bogów. Nie chciałam tego zrobić i próbowałam zmienić jej poglądy. Niestety nie udało mi się i pokłóciłyśmy. A teraz ona idzie do obozu po to aby poszerzyć swoją armię, albo jak ktoś nie zechce to go zabić - skończyłam swój monolog. Nikt nie przerywał mi kiedy mówiłam, a teraz zapadła grobowa cisza. Każdy nad czymś gorączkowo myślał. Pierwszy odezwał się Leo.
- Damy radę obronić obóz, już nie takie rzeczy robiliśmy.
- Też prawda, poradzimy sobie - powiedziała Hazel. Wszyscy zgodzili się z nimi. Postanowiliśmy, że przekażemy tą wiadomość jeszcze przed śniadaniem, żeby reszta obozowiczów była gotowa do walki. Tak właśnie uczyniliśmy. Po posiłku, każdy uzbroił się w broń i zbroję. Ja zostałam przy swoim mieczu, ale nie zostało mi już zbroi.
-no trudno - pomyślałam. Wszyscy ustawiliśmy się przy wejściu do obozu. Najpierw stały dzieci Aresa i Hefajstosa. Potem Ateny. Na drzewach stali łucznicy od Apolla. Dzieci Afrodyty stały na uboczu. No oprócz Chloe. Reszta domków była poustawiana w różnych innych miejscach. Stałam za domkiem Ateny. Nagle podszedł do mnie Percy. Zobaczył że mam zmartwiony wyraz twarzy.
-Spokojnie, poradzimy sobie - powiedział uspokajająco, a ja pokiwałam głową. Nie byłam tego taka pewna. W pewnym momencie zauważyłam ich. Przed mną stali herosi, którzy byli kiedyś moimi przyjaciółmi, potwory, które kiedyś pokonałam i te których nie znałam. Na czele stała Malka. Uśmiechała się patrząc na naszą obronę. Nikt jeszcze nie zaatakował, ale wszyscy trzymali ręce na broni.
- Wasz opór jest bezsensowny - zaczęła córka Eris - nie chcemy nikogo zabijać, tylko zaproponować pewną propozycje. Złączmy siły i obalmy rządy naszych matek i ojców. Nie zasługują, aby nadal panować nad światem. Więc jak, ktoś chętny? - powiedziała. Nikt nie wyszedł przed szereg. Wkurzyło to wyraźnie dziewczynę, bo uśmiech zmienił się w grymas.
- Jak nie chcecie po dobroci to będzie inaczej. Kto jest na tyle odważny, aby stanąć ze mną do walki ? - zwróciła się do tłumu. Zobaczyłam że Percy napina mięśnie i najwyraźniej chce z nią walczyć. Zauważyłam że do walki są gotowi inni starsi obozowi i nawet Chloe. Zazdrościłam im odwagi. Wtedy zrozumiałam sens przepowiedni. Percy już miał się ruszyć, ale ja byłam szybsza. Przepchnełam się przez obozowiczów. Mój brat próbował mnie zatrzymać, ale ja nie zwracałam na nikogo uwagi tylko szłam w kierunku Malki. Kiedy stanęłam naprzeciwko niej, uśmiechnęła się kpiąco.
- I ty niby chcesz mnie pokonać?
-Tak - powiedziałam oschle i zaatakowałam. Dziewczyna szybko odparowała cios i sama zaatakowała. Walczyłyśmy dość długo, miałyśmy dość wyrównane szanse. W pewnym momencie, Malkę coś rozproszyło a ja wykorzystałam tą okazję. Popchnęłam ją i upadła na plecy. Zdążyła tylko złapać miecz. Stanęłam nad nią z wymierzonym mieczem w jej serce. Patrzyłam na nią i czułam pewne zwycięstwo. Popatrzyła na mnie.
- Nie masz na tyle odwagi i siły, aby mnie zabić - powiedziała. Miała racje.
- Nie wiesz do czego jestem zdolna. Zabiję cię i już nie będziesz miała szans obalić bogów.
- Może i zginę - powiedziała z uśmiechem na twarzy i zacisnęła mocniej rękę na mieczu - ale ty razem ze mną- mówiąc to podniosła miecz wbijając mi go w brzuch, również nadziewając się na moje ostrze. Poczułam straszny ból. Odsunęłam się, zostawiając martwą dziewczynę. Ból był tak silny, że nie potrafiłam go opisać. Popatrzyłam na ranę. Tam gdzie było przed chwilą ostrze, na obozowej koszulce była dziura, a materiał szybko przesiąkała krew. W uszach mi dzwoniło. Słyszałam krzyki, szlochanie obozowiczów. Nie miałam już siły stać na nogach i upadłabym gdyby nie Chloe. Podbiegła do mnie w ostatniej chwili i złapała mnie. Położyła moją głowę na swoich kolanach. Popatrzyłam na moją przyjaciółkę. Zobaczyłam w jej oczach strach i ... łzy. Po raz pierwszy widziałam jak płacze. Nie wiedziałam co czuje patrząc na umierającą przyjaciółkę. Zobaczyłam, że przybiegł do mnie jeszcze Percy i inni. Chciałam, chociaż w ostatnich swoich chwilach pocieszyć Chloe.
-Chloe, wiesz co? - powiedziałam szeptem, bo opadłam już z sił. Mój koniec był bliski.
-Co? - zapytała się powstrzymując łzy.
- To ściema, nie ma żadnego światełka - powiedziałam uśmiechając się blado. Moja przyjaciółka lekko uniosła kąciki warg.
- Nie umrzesz, uratuję cię tak jak ty mnie - powiedziała. Obie wiedziałyśmy że nie mam żadnych szans na przeżycie. Rana była za duża.
-Przepraszam - to były moje ostatnie słowa. Spojrzałam na niebo. Było bezchmurne. Nie czułam już żadnego bólu. Świat zaczął mi wirować, a moją ostatnią myślą było, że fajnie było by się dostać na Pola Elizejskie.
Percy oprowadził mnie po obozie. Strasznie mi się podobał. Atmosfera była zupełnie inna niż w Obozie Jupiter. Nie było aż takiej dyscypliny. I to co mnie najbardziej zaskoczyło to to że Grecy inaczej odnoszą się do dzieci Posejdona. Wszyscy uśmiechali się do mnie, witali mnie, bez żadnych złośliwych komentarzy. Uświadomiłam sobie, że nic nie jadłam, więc udałam się z bratem na późną dość kolacje. Oczywiście złożyłam wcześniej ofiarę z pożywienia. Była dla mojego ojca, w której przepraszałam za swoje zachowanie. Wszyscy zjedli wcześniej i tylko ja i Percy byliśmy przy stole. Zauważyłam że nie widzę już zachodzącego słońca tylko gwiazdy na niebie. Byłam już trochę zmęczona i mój brat też, więc udaliśmy się do domku numer trzy. Nie wyróżniał się niczym specjalnym, był koloru szarego, gdzieniegdzie można było zauważyć muszelki. W środku stały łóżka dla dzieci Posejdona. Wszystkie poza jednym wyglądały jakby nigdy nie były używane, tak też oczywiście było. Przy jednym z łóżek stał mały stolik, na którym były ramki ze zdjęciami, jakieś kartki i inne duperele. To zapewne należało do mojego brata.
-Rozgość się, masz do wyboru kilka łóżek. Do tej pory mieszkałem sam, więc cieszę się z towarzystwa, nawet jeżeli jest to młodsza siostra - powiedział syn Posejdona. Poczułam się w pewnym sensie urażona i spojrzałam na niego z wyrzutem. Ten poczochrał mnie po głowie jak psa, jakbym nie miała już problemów z ułożeniem włosów.
-Żartowałem - powiedział z uśmiechem i wszedł do domku. Wybrałam łóżko, z którego miałam widok na zatokę. Rozpakowałam się, ubrania schowałam do szafy, a zdjęcia przykleiłam na ścianie nad łóżkiem. Spojrzałam na twarz Remusa. Bardzo za nim tęskniłam, ale to dla jego dobra. Miałam nadzieję, że Nico mu nic nie zrobił. Percy powiedział, że idzie do Annabeth i zaraz przyjdzie. Nie zauważyłam nawet kiedy ktoś wszedł do mojego domku. Wciąż patrzyłam na zdjęcie.
-No Nila, niezły jest - powiedziała Chloe, szczerząc się do mnie - a ja myślałam że nikogo tam nie znalazłaś.
-Weź przestań - powiedziałam smutno i usiadłam na łóżku. Chloe poszła w moje ślady. Wciąż się do mnie uśmiechała, a ja unikałam jej wzroku.
-No opowiadaj mi o tym swoim nowym chłopaku - zaczęła moja przyjaciółka.
-To nie mój chłopak, tylko ... przyjaciel - powiedziałam, ale mało wiarygodnie. Córka Afrodyty przekręciła oczami.
- A to tak się to teraz nazywa.
-Oj przestań, bo nic ci nie powiem.
-Oj dobra, zamieniam się w słuch - powiedziała. Zaczęłam jej opowiadać o tym jak spotkałam Remusa, o balu i całej reszcie. Kiedy powiedziałam o pocałunku, wytrzeszczyła na mnie oczy.
-No co ? - powiedziałam z lekkim oburzeniem. Chloe nagle wybuchła śmiechem. Żeby ją uspokić walnęłam ją poduszką w głowę. Prawie nic to nie dało, tylko tyle że podniosła na mnie wzrok.
-Ty mówisz serio ? - zapytała trzymając się za brzuch.
-A idź ty, niepotrzebnie ci to wszystko opowiadałam - wstałam i podeszłam do okna. Moja przyjaciółka staneła obok mnie.
-Oj dobra, przepraszam - powiedziała wciąż się szczerząc.
-Okej, nic się nie stało - powiedziałam z kamienną twarzą. Coś przeczuwałam, ale nie było to nic dobrego, ani przyjemnego. Chloe spojrzała na mnie niepewnie.
-Co jest?
-Nic, ale coś się wydarzy. Nie wiem co, ani kiedy, ale wiem że nie będzie to przyjemne.
-I właśnie takim optymistycznym akcentem, kończymy dzień. Super Nila. Dobra ja lecę do siebie, dobranoc- i wyszła mijając w drzwiach Percy'ego. Usiadłam z powrotem na łóżku.
-No to może teraz ty opowiesz coś o sobie - wymusiłam uśmiech. Mój brat również usiadł na moim łóżku i zaczął opowiadać. Musiałam przyznać, że był najdzielniejszym herosem jakiego znałam. Powiedział również jak wygląda życie w obozie. Zaczynałam być senna, cała adrenalina ze mnie zeszła i co raz ziewałam. Percy zrozumiał że jestem już zmęczona.
-To na dzisiaj tyle. Jutro jeszcze pogadamy, bo raczej nigdzie już się nie wybierasz. Jakbyś miała jakieś problemy to wal śmiało - powiedział z uśmiechem na twarzy i poczochrał znowu mnie po głowie. Poszłam do łazienki, umyłam się i walnęłam się na łóżko. Było o wiele wygodniejsze niż w Rzymie. Spojrzałam ostatni raz na zdjęcia i zamknęłam oczy. To co mi się śniło, przeraziło mnie i to jak. We śnie, a może raczej w koszmarze. Stałam na skraju obozu, przy sośnie. Przed mną szedł ogromny tłum. Byli w nim przeróżne potwory, herosi, a na czele stała Malka. Uśmiechała się, pewna siebie.
- Widzisz do czego doprowadziłaś? - zwróciła się do mnie - przyłączycie się po dobroci, czy będę musiała użyć siły?
-Nigdy się nie przyłączymy - powiedziałam stanowczo. Uśmiech dziewczyny zmienił się w grymas.
-W takim razie wszyscy zginiecie - wycedziła przez zęby i natarła na mnie z mieczem. Nie zdążyłam odskoczyć i wbiła mi go prosto w brzuch. Podniosłam wzrok na nią. Na jej twarzy malowało się sztuczne współczucie.
-To nie musiało się tak się skończyć. Radzę ci mieć się na baczności, zaraz się spotkamy - powiedziała, a ja obudziłam się. Byłam cała spocona, serce biło mi o wiele za szybko. Wyjrzałam przez okno. Właśnie wschodziło słońce. Musiałam szybko obudzić Percy'ego. Podeszłam do jego łóżka i potrząsnęłam nim. Otworzył oczy i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
-Co ? - powiedział zaspany, ziewając.
-Musimy szybko zwołać naradę, muszę wam coś powiedzieć.
-A co jest takiego ważnego, że budzisz mnie o świcie?
-Ktoś zaatakuje obóz, i to nawet dziś - powiedziałam i poszłam się przebrać. Mój brat zrobił to samo i poszedł po resztę. Po jakiś 20 min siedzieliśmy przy stole w Wielkim Domu. Wszyscy byli zwarci i gotowi. Patrzyli na mnie, aż coś powiem.
-Kiedy byłam we Włoszech, spotkałam córkę Eris, Malkę. Poznałam ją jeszcze w Stanach, wtedy wydawała mi się kimś innym niż była w rzeczywistości. Próbowała mnie namówić do przyłączenia się do jej grupy w celu obalenia rządzących nami bogów. Nie chciałam tego zrobić i próbowałam zmienić jej poglądy. Niestety nie udało mi się i pokłóciłyśmy. A teraz ona idzie do obozu po to aby poszerzyć swoją armię, albo jak ktoś nie zechce to go zabić - skończyłam swój monolog. Nikt nie przerywał mi kiedy mówiłam, a teraz zapadła grobowa cisza. Każdy nad czymś gorączkowo myślał. Pierwszy odezwał się Leo.
- Damy radę obronić obóz, już nie takie rzeczy robiliśmy.
- Też prawda, poradzimy sobie - powiedziała Hazel. Wszyscy zgodzili się z nimi. Postanowiliśmy, że przekażemy tą wiadomość jeszcze przed śniadaniem, żeby reszta obozowiczów była gotowa do walki. Tak właśnie uczyniliśmy. Po posiłku, każdy uzbroił się w broń i zbroję. Ja zostałam przy swoim mieczu, ale nie zostało mi już zbroi.
-no trudno - pomyślałam. Wszyscy ustawiliśmy się przy wejściu do obozu. Najpierw stały dzieci Aresa i Hefajstosa. Potem Ateny. Na drzewach stali łucznicy od Apolla. Dzieci Afrodyty stały na uboczu. No oprócz Chloe. Reszta domków była poustawiana w różnych innych miejscach. Stałam za domkiem Ateny. Nagle podszedł do mnie Percy. Zobaczył że mam zmartwiony wyraz twarzy.
-Spokojnie, poradzimy sobie - powiedział uspokajająco, a ja pokiwałam głową. Nie byłam tego taka pewna. W pewnym momencie zauważyłam ich. Przed mną stali herosi, którzy byli kiedyś moimi przyjaciółmi, potwory, które kiedyś pokonałam i te których nie znałam. Na czele stała Malka. Uśmiechała się patrząc na naszą obronę. Nikt jeszcze nie zaatakował, ale wszyscy trzymali ręce na broni.
- Wasz opór jest bezsensowny - zaczęła córka Eris - nie chcemy nikogo zabijać, tylko zaproponować pewną propozycje. Złączmy siły i obalmy rządy naszych matek i ojców. Nie zasługują, aby nadal panować nad światem. Więc jak, ktoś chętny? - powiedziała. Nikt nie wyszedł przed szereg. Wkurzyło to wyraźnie dziewczynę, bo uśmiech zmienił się w grymas.
- Jak nie chcecie po dobroci to będzie inaczej. Kto jest na tyle odważny, aby stanąć ze mną do walki ? - zwróciła się do tłumu. Zobaczyłam że Percy napina mięśnie i najwyraźniej chce z nią walczyć. Zauważyłam że do walki są gotowi inni starsi obozowi i nawet Chloe. Zazdrościłam im odwagi. Wtedy zrozumiałam sens przepowiedni. Percy już miał się ruszyć, ale ja byłam szybsza. Przepchnełam się przez obozowiczów. Mój brat próbował mnie zatrzymać, ale ja nie zwracałam na nikogo uwagi tylko szłam w kierunku Malki. Kiedy stanęłam naprzeciwko niej, uśmiechnęła się kpiąco.
- I ty niby chcesz mnie pokonać?
-Tak - powiedziałam oschle i zaatakowałam. Dziewczyna szybko odparowała cios i sama zaatakowała. Walczyłyśmy dość długo, miałyśmy dość wyrównane szanse. W pewnym momencie, Malkę coś rozproszyło a ja wykorzystałam tą okazję. Popchnęłam ją i upadła na plecy. Zdążyła tylko złapać miecz. Stanęłam nad nią z wymierzonym mieczem w jej serce. Patrzyłam na nią i czułam pewne zwycięstwo. Popatrzyła na mnie.
- Nie masz na tyle odwagi i siły, aby mnie zabić - powiedziała. Miała racje.
- Nie wiesz do czego jestem zdolna. Zabiję cię i już nie będziesz miała szans obalić bogów.
- Może i zginę - powiedziała z uśmiechem na twarzy i zacisnęła mocniej rękę na mieczu - ale ty razem ze mną- mówiąc to podniosła miecz wbijając mi go w brzuch, również nadziewając się na moje ostrze. Poczułam straszny ból. Odsunęłam się, zostawiając martwą dziewczynę. Ból był tak silny, że nie potrafiłam go opisać. Popatrzyłam na ranę. Tam gdzie było przed chwilą ostrze, na obozowej koszulce była dziura, a materiał szybko przesiąkała krew. W uszach mi dzwoniło. Słyszałam krzyki, szlochanie obozowiczów. Nie miałam już siły stać na nogach i upadłabym gdyby nie Chloe. Podbiegła do mnie w ostatniej chwili i złapała mnie. Położyła moją głowę na swoich kolanach. Popatrzyłam na moją przyjaciółkę. Zobaczyłam w jej oczach strach i ... łzy. Po raz pierwszy widziałam jak płacze. Nie wiedziałam co czuje patrząc na umierającą przyjaciółkę. Zobaczyłam, że przybiegł do mnie jeszcze Percy i inni. Chciałam, chociaż w ostatnich swoich chwilach pocieszyć Chloe.
-Chloe, wiesz co? - powiedziałam szeptem, bo opadłam już z sił. Mój koniec był bliski.
-Co? - zapytała się powstrzymując łzy.
- To ściema, nie ma żadnego światełka - powiedziałam uśmiechając się blado. Moja przyjaciółka lekko uniosła kąciki warg.
- Nie umrzesz, uratuję cię tak jak ty mnie - powiedziała. Obie wiedziałyśmy że nie mam żadnych szans na przeżycie. Rana była za duża.
-Przepraszam - to były moje ostatnie słowa. Spojrzałam na niebo. Było bezchmurne. Nie czułam już żadnego bólu. Świat zaczął mi wirować, a moją ostatnią myślą było, że fajnie było by się dostać na Pola Elizejskie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz